Początek demolki. Ucieczka po stłuczce
Wszystko zaczęło się kilka minut przed godziną 21:00 na ulicy Ostrowieckiej. To tam pijani kompani zaliczyli pierwszą wpadkę – podczas cofania Skodą uderzyli w zaparkowanego Seata, po czym, jak gdyby nigdy nic, odjechali z miejsca zdarzenia.
Zamiast jednak wrócić do domu i wytrzeźwieć, mężczyźni ruszyli w trasę. Już chwilę później policja otrzymała sygnał o kolejnej kolizji, tym razem na drodze wojewódzkiej w miejscowości Szerzawy. Tam sprawca nie tylko doprowadził do stłuczki, ale zanim uciekł, zdążył jeszcze grozić poszkodowanemu kierowcy.
Drastyczny finał. Auto wbiło się w dom
Kulminacja pijackiego rajdu nastąpiła po godzinie 22:00 na ulicy Pogodnej. Kierowca Skody stracił panowanie nad rozpędzonym autem, które z impetem staranowało ogrodzenie i wjechało na prywatną posesję. Siła uderzenia była tak potężna, że samochód stracił koło, a jego lot zakończył się dopiero na elewacji domu.Kiedy na miejsce dotarli policjanci, zastali totalne pobojowisko. Jeden z mężczyzn siedział jeszcze w rozbitym aucie, drugi był już na zewnątrz.
Szokujące wyniki alkomatu
Policjanci sprawdzili stan trzeźwości obu mężczyzn. Pierwszy z nich miał blisko trzy promile alkoholu w organizmie i brak uprawnień do kierowania. Natomiast drugi, 34-latek, ponad dwa promile alkoholu w organizmie. Wstępne ustalenia wskazywały, że w chwili pierwszej kolizji, tej podczas cofania, za kierownicą siedział mężczyzna, który w chwili zatrzymania miał ponad 2 promile alkoholu w organizmie. Potem panowie przesiedli się. Za kółkiem siadł 34-latek bez uprawnień, który później, w chwili zatrzymania, miał blisko 3 promila alkoholu w organizmie - relacjonuje Paweł Kusiak oficer prasowy KPP Starachowice
Jakie kary czekają „rajdowców”?
Obaj mężczyźni zostali zatrzymani i usłyszeli już zarzuty kierowania pojazdem w stanie nietrzeźwości. Ten, który był bardziej agresywny, odpowie dodatkowo za groźby karalne. Teraz grozi im:
- do 3 lat więzienia,
- wysokie grzywny,
- zakaz prowadzenia pojazdów
"Na szczęście w żadnym ze zdarzeń drogowych nikomu nic się nie stało” – podsumowują starachowiccy policjanci, choć straty materialne są ogromne. Samochód sprawców wylądował na policyjnym parkingu, a oni sami w areszcie.