System rozliczania tzw. kilometrówek od lat budzi emocje, ponieważ opiera się niemal wyłącznie na bezgranicznym zaufaniu do polityków. Posłowie nie muszą przedstawiać faktur za paliwo ani paragonów; podstawą wypłaty środków jest prosta deklaracja o liczbie przejechanych kilometrów. W 2025 roku łączna suma wydana na ten cel przez wszystkich parlamentarzystów przekroczyła barierę 12,3 miliona złotych.
Starachowicki duet w "pierwszej dziesiątce" kraju
Największe poruszenie w regionie wywołuje fakt, że dwoje posłów ze Starachowic — Agata Wojtyszek oraz Krzysztof Lipiec — to krajowi rekordziści. Oboje parlamentarzyści Prawa i Sprawiedliwości "wymaksowali" dostępny limit, deklarując wydatki na poziomie 48 300 zł. Taka kwota odpowiada przejechaniu w ciągu roku aż 42 000 kilometrów służbowym pojazdem.
Dla porównania, dystans ten niemal odpowiada długości ziemskiego równika, co w praktyce oznacza, że każdy z tych posłów musiałby spędzać w samochodzie średnio około dwóch godzin dziennie, wliczając w to wszystkie weekendy i święta. W ogólnopolskim rankingu plasuje ich to w pierwszej dziesiątce posłów o najwyższych kosztach przejazdów, tuż obok takich postaci jak Łukasz Mejza (Nr.1 w Polsce 49 100 zł.) i Jacek Sasin (Nr 10. w Polsce 48 300 zł.).
Ranking wydatków posłów ziemi świętokrzyskiej (2025)
Analiza sprawozdań ryczałtowych biur poselskich z okręgu kieleckiego pokazuje znaczne rozbieżności w deklarowanych kosztach. Podczas gdy jedni sięgają po górny limit, inni wykazują znacznie skromniejsze potrzeby transportowe
Zestawienie wydatków świętokrzyskich parlamentarzystów na kilometrówki:
- Krzysztof Lipiec (PiS): 48 300 zł (42 000 km)
- Agata Wojtyszek (PiS): 48 300 zł (42 000 km)
- Andrzej Kryj (PiS): 48 082 zł (41 810 km)
- Mariusz Gosek (PiS): 45 922 zł (39 933 km)
- Lucjan Pietrzczyk (KO): 44 166 zł (38 405 km)
- Rafał Kasprzyk (Polska 2050/Centrum): 43 010 zł (37 400 km)
- Andrzej Szejna (Lewica): 28 385 zł (24 682 km)
- Marzena Okła-Drewnowicz (KO): 14 310 zł (12 444 km)
- Michał Wawer (Konfederacja): 14 224 zł (12 369 km)
System pod ostrzałem – brak kontroli i nowe zasady
Wysokie kwoty u liderów rankingu wynikają z braku mechanizmów weryfikacyjnych. Kancelaria Sejmu wypłaca środki na podstawie tzw. "słowa honoru", co zdaniem ekspertów jest systemem patogennym, premiującym brak transparentności. Dla kontrastu, poseł Marcin Warchoł (również z regionu rzeszowskiego, ale współpracujący w ramach klubu PiS) rozliczył w tym samym okresie zaledwie... 1 złoty kilometrówki.
Poselski patent na „zarabianie” na kółkach?
Dlaczego ten system jest tak kontrowersyjny?
- Brak faktur i paragonów. Posłowie nie muszą przedstawiać dowodów zakupu paliwa ani dokumentować tras (skąd, dokąd i w jakim celu jechali). Wypłata środków następuje na podstawie prostej, miesięcznej deklaracji o liczbie przejechanych kilometrów.
- „Auto z wypożyczalni” na koszt podatnika. Niektórzy posłowie znaleźli sposób na to, by nie eksploatować własnych pojazdów. Wynajmują samochody na koszt biura poselskiego, a następnie... pobierają kilometrówkę za jazdę tymi właśnie autami. W ten sposób z budżetu biura opłacany jest najem, a z kilometrówki poseł otrzymuje czysty zwrot, który przy średnim spalaniu pozwala mu jeszcze „zaoszczędzić” sporą kwotę na każdym przejechanym dystansie.
- Warszawskie absurdy. Choć rekordziści ze Starachowic mają do przejechania konkretną trasę do stolicy, w zestawieniach pojawiają się posłowie z Warszawy, którzy deklarują ponad 30 tys. kilometrów rocznie, mimo że do Sejmu mają zaledwie kilka kilometrów.
Koniec „Bizancjum”? Głosy oburzenia sprawiły, że od 1 stycznia 2026 roku wejdą w życie nowe ograniczenia. Posłowie będą mogli rozliczyć maksymalnie 1 500 km miesięcznie w ramach okręgu wyborczego. Do tego czasu jednak system pozostaje jednym z najbardziej nietransparentnych elementów funkcjonowania polskiego parlamentu.