Nazwa, która myli niemal każdego
Większość turystów, którzy po raz pierwszy słyszą o Tudorowie, przeciera oczy ze zdumienia. Wyobraźnia natychmiast podsuwa obrazy elżbietańskich dworów, intryg Anny Boleyn i potęgi brytyjskiej monarchii. Brzmienie nazwy jest tak uderzająco angielskie, że aż nierealne w kontekście świętokrzyskiej wsi. Czy to możliwe, by w XIV wieku, gdy komunikacja między krajami trwała miesiącami, brytyjskie wpływy sięgnęły tak daleko na wschód?.
Wiele osób jest przekonanych, że musi istnieć jakiś „szlachetny łącznik”. Przez lata krążyły plotki o zagubionych w Małopolsce krewnych królewskiego rodu, którzy w cieniu sandomierskich sadów budowali swoją nową potęgę. Jak to jednak często bywa z najbardziej chwytliwymi historiami, rzeczywistość postanowiła pójść własną, znacznie mniej „królewską”, ale za to bardzo polską drogą.
Średniowieczna wieś i spór o miedzę
Zapomnijmy na chwilę o Londynie i przenieśmy się do roku 1371. To właśnie wtedy w starych aktach sądowych po raz pierwszy pojawia się wzmianka o miejscu zwanym castrum Tudorow. Historia miejscowości nie zaczyna się od balu u króla, ale od klasycznego, średniowiecznego sporu o wodę.
Przed sądem ziemskim w Sandomierzu stanęli wówczas synowie miejscowego dziedzica, Pełki herbu Janina. Zarzut był poważny: ich groble wybudowane pod zamkiem tak skutecznie zatrzymywały wody rzeczki Opatówki, że przestały one docierać do młyna w pobliskim Karwowie, należącego do rycerza Wojtka. Ten prozaiczny, niemal sąsiedzki konflikt stał się dla nas bezcennym źródłem wiedzy, potwierdzając, że już w XIV wieku istniała tu solidna, murowana warownia.
Tudorów był wówczas typową rezydencją rycerską. Zamek nie był potężną twierdzą królewską, lecz samodzielnym, dumnym ośrodkiem rodu Tudorowskich, herbu Janina. Wybudowano go na skalnym cyplu, który z trzech stron otaczały wezbrane wody rzeki, a z czwartej chroniła głęboka, sucha fosa. To było idealne miejsce dla kogoś, kto chciał kontrolować okolicę i... niekoniecznie dzielić się wodą z sąsiadami.
Legenda o rycerzu z Wysp
Choć nauka jest bezlitosna, lokalna tradycja nie chciała zrezygnować z brytyjskiego wątku. Tak powstała jedna z najpiękniejszych opowieści tego regionu – legenda o Janie Tudorze. Miał to być angielski rycerz, który w XIV wieku walczył w szeregach Krzyżaków. Po jednej z bitew dostał się do polskiej niewoli i trafił jako jeniec na zamek w pobliskim Międzygórzu.
Tudor, jak głosi podanie, był mistrzem fechtunku. Kasztelan międzygórski, zamiast trzymać go w lochu, powierzył mu naukę swoich synów. Jeniec czekał na okup z dalekiej Anglii, ale rodzina najwyraźniej o nim zapomniała. Gdy stracił nadzieję na powrót, upodobał sobie córkę swojego strażnika. Miłość okazała się odwzajemniona, a kasztelan, w ramach weselnego prezentu, podarował młodym ziemię, na której Jan wybudował kamienną wieżę. Choć historia brzmi jak gotowy scenariusz na filmowy hit, historycy kręcą na nią nosami.
Odkrywanie tajemnicy. Co mówi łacina?
Prawdziwe pochodzenie nazwy jest prawdopodobnie ukryte w języku, który był wówczas uniwersalnym kodem europejskiej szlachty – w łacinie. Naukowcy sugerują, że Tudorów może wywodzić się od słowa tutor, oznaczającego opiekuna, obrońcę lub protektora. Idealnie pasuje to do charakteru budowli – wieży, która miała „opiekować się” okolicznymi dobrami i ich mieszkańcami.
Inna teoria mówi o dawnym, zapomnianym już imieniu Tudor, które wcale nie musiało przybyć z Wysp, by zakorzenić się na ziemi sandomierskiej. To dowód na to, jak bardzo mylące mogą być skojarzenia językowe, które zmieniają swój sens na przestrzeni wieków.
Wieża, która przetrwała wszystko
Najbardziej namacalnym dowodem dawnej świetności jest 20-metrowa wieża. To ona dominuje nad Tudorowem, będąc jedną z najlepiej zachowanych tego typu budowli w Polsce. Zbudowana z wapienia i płaskich łupków, ma ściany, które u podstawy osiągają aż dwa metry grubości.
Przez wieki Tudorów przechodził z rąk do rąk. Po Tudorowskich właścicielami zostali Szydłowieccy – potężny ród, który w 1514 (według niektórych źródeł 1517) roku kupił wieś i zamek. Później pojawili się Tarnowscy, Ostrogscy, a nawet Lubomirscy i Potoccy. Każdy z tych rodów dodawał coś od siebie. W XVI wieku wieża przestała być twierdzą, a stała się eleganckim budynkiem administracyjnym zarządcy folwarku. Zamurowano wtedy dawne strzelnice, otynkowano elewacje i wykuto nowe okna.
Kres świetności położył dopiero potop szwedzki. Choć w XVII wieku próbowano jeszcze dostosować wieżę do walki artyleryjskiej, wykuwając w jej murze trójkątny otwór na działo, nie zdołało to powstrzymać degradacji. Po wojnach wieża opustoszała, stając się dla okolicznej ludności... darmowym źródłem kamienia budowlanego.
Dziedzictwo rzeźbiarza i przyszłość ruin
Jeśli myślicie, że to koniec niespodzianek, Tudorów ma jeszcze jednego asa w rękawie. W czasach nam współczesnych ruiny stały się własnością wybitnego rzeźbiarza – Gustawa Hadyny. Artysta, zafascynowany surowym pięknem kamiennych murów, planował nawet przystosować wieżę do celów mieszkalnych, co nadało temu miejscu zupełnie nowy, niemal mistyczny wymiar.
Dziś Tudorów to jeden z najciekawszych przystanków na Rowerowym Szlaku Architektury Obronnej. Choć wieża nie jest w pełni przystosowana do zwiedzania i otaczają ją gęste zarośla, jej widok wciąż zapiera dech w piersiach. Ciekawostki historyczne o tym miejscu to nie tylko daty, ale przede wszystkim dowód na to, jak wielkie tajemnice kryją małe, polskie wsie. Tudorów nie potrzebuje Henryka VIII, by być wyjątkowym – jego własna historia, od sporu o wodę po pracownię rzeźbiarza, jest o wiele bardziej barwna niż jakakolwiek dworska legenda.
źródła:Marek Florek, „Castrum Tudorow” – średniowieczna siedziba rycerska w Tudorowie gm. Opatów, Portal Miasta i Gminy Opatów, pik.kielce.pl, Zamkipolskie.net.pl,Visaviszamku.pl.