„Złów i wypuść” w cieniu ekologicznego dramatu
Decyzją Okręgu PZW w Kielcach, na wniosek Zarządu Koła PZW Brody, wprowadzono bezwzględny zakaz zabierania ryb ze zbiornika „Oczko” (zasada „złów i wypuść”) oraz całkowity zakaz wędkowania ze środków pływających na całym Zalewie Brodzkim. Oficjalny powód? Prowadzone prace remontowe budowli hydrotechnicznych i „znaczne obniżenie poziomu wody”.
Jednak to, co dla jednych jest procedurą techniczną, dla osób znających ten zbiornik od lat, wygląda na rażące zaniedbanie. Wody Polskie, zapytane przez PZW o wyjaśnienia, potwierdziły remont, ale... nie wskazały terminu zakończenia prac ani daty przywrócenia normalnego poziomu piętrzenia.
„To wygląda na ściek” – wędkarze nie gryzą się w język
W sieci zawrzało. Komentarze internautów, którzy na własne oczy widzą setki śniętych ryb zalegających na brzegach, są alarmujące. Publikowane fotografie martwych szczupaków i leszczy (widoczne poniżej) budzą przerażenie.
"Czy tu nie powinien wkroczyć prokurator? Przecież zniszczono nasze ryby, wydzierżawiający wyrządził nam szkodę. Co na to PZW?” – pyta jeden z rozżalonych wędkarzy
Inni wytykają absurdalne terminy prac: „Mają rozmach, napełniamy zbiornik w okresie tarła ryby, następnie opuszczamy wodę, doprowadzając do wyginięcia ikry i narybku. Niedługo nic tam nie zostanie”. Pojawiają się też mocne oskarżenia pod adresem instytucji: „Największymi kormoranami są Wody Polskie. Jakiś sanepid tam był? Bo to, co tam się dzieje, to już na cmentarzysko i ściek wygląda”
Zamiast turystycznej perły – puste brzegi?
Zalew Brodzki to nie tylko wędkarstwo. To 260 hektarów lustra wody, które od lat przyciąga amatorów sportów wodnych i turystów. Historia spiętrzeń na rzece Kamiennej sięga XIX-wiecznych wizji Stanisława Staszica, a obecna tama jest rekonstrukcją tej zniszczonej przez wielką powódź w 1903 roku.
Dziś jednak zamiast żaglówek i motorówek, które można było wypożyczyć w tamtejszych przystaniach, dominuje widok odsłoniętego dna. Wędkarze twierdzą, że pismo o „30 czy 40 sztukach” martwych ryb, które poszło do okręgu, to kpina z rzeczywistości. „Na całym zbiorniku są setki zdechłych ryb (...), liczyć się nauczcie” – grzmią komentarze pod artykułami.
Sytuacja jest rozwojowa, ale brak konkretnych dat zakończenia remontu budzi najgorsze obawy. Czy Zalew Brodzki odzyska swój dawny blask, czy może nowe zakazy zostaną z nami na lata, chroniąc jedynie resztki życia w wysychającym zbiorniku?