Ten sezon grzybowy w Świętokrzyskiem jest "katastrofalny". Czy jeszcze będzie wysyp?

Miała być jesień pełna grzybów. Tymczasem grzybiarze zaglądają do lasów i wracają z pustymi koszykami. W świętokrzyskich lasach trudno dziś znaleźć nawet pojedynczego borowika, a jeśli już się pojawi, często nie nadaje się do zebrania. "U nas, niestety, grzybów nie ma" – mówi Paweł Kosin, leśnik z Daleszyc. Czy sytuację może jeszcze uratować deszcz?

Kilkanaście małych grzybów i nożyk na dnie wiklinowego kosza. O słabych zbiorach w regionie pisze Eska Starachowice.
Autor: Agnieszka Lech/ Archiwum prywatne Ten sezon grzybowy w Świętokrzyskiem jest «katastrofalny». Czy jeszcze będzie wysyp?

Do Pawła Kosina, leśnika z Daleszyc i zapalonego grzybiarza, regularnie docierają pytania od osób, które chcą wiedzieć, czy warto przyjechać do świętokrzyskich lasów. Pytają mieszkańcy regionu, ale również grzybiarze z innych części Polski. Na razie odpowiedź jest niestety rozczarowująca. "U nas, niestety, grzybów nie ma" – mówi Paweł Kosin

Niestety nie mam dobrej informacji. My przez lata przyzwyczailiśmy się, że końcówka lata, początek jesieni to był czas obfitości w naszych lasach – przyznaje Paweł Kosin, leśnik z Nadleśnictwa Daleszyce. Jak dodaje, dawniej obfite i długotrwałe wysypy zaspokajały oczekiwania grzybiarzy lokalnych oraz przyjezdnych z innych zakątków Polski. Dziś sytuacja wygląda zupełnie inaczej.

Grzybiarze wracają z pustymi koszykami

Potwierdzają to także sami grzybiarze. W komentarzach w internecie trudno znaleźć informacje o udanych zbiorach.

„Byłem w sobotę i faktycznie zero prawdziwka”, „W niedzielę byłem, grzybów brak”, „Bida z nędzą od Kostomłotów na Zagnańsk”, „Byłam wczoraj. Sucho, grzyba jak na lekarstwo” – relacjonują.

Niektórzy wciąż mają jednak nadzieję.

„Trzeba czekać na dobry deszcz i będzie wysyp” – pisze jeden z grzybiarzy. Inny dodaje: „Póki co kompletnie nic, ale jest szansa, bo pada”.

Świętokrzyscy zbieracze z zazdrością patrzą na doniesienia z województw łódzkiego czy wielkopolskiego, gdzie grzyby się pojawiły, a ludzie wracają z lasu zadowoleni. W lasach województwa świętokrzyskiego grzybów po prostu nie ma, a cały dotychczasowy sezon leśnik określa jako tragiczny. Ubiegły rok był pierwszym słabym lub w najlepszym wypadku średnim sezonem od wielu lat. – Jeśli tu się sytuacja w tym roku nie poprawi, no to powiemy, że ten rok był katastrofalny – ocenia Paweł Kosin

Przesuszona ściółka i uciekająca wilgoć

Główną przyczyną fatalnej sytuacji w lasach jest długotrwały brak wilgoci. Padające w regionie niewielkie deszcze są niewystarczające, a gleba i ściółka pozostają mocno przesuszona. O skali problemu świadczy ogólna sytuacja hydrologiczna – na wielu rzekach w całym kraju panuje niżówka, co potwierdza znikomą ilość opadów w ostatnich miesiącach.Brak wody uderza bezpośrednio w biologię grzybów. Jak wyjaśniają eksperci Lasów Państwowych, grzyby są owocnikami wyrastającymi z grzybni znajdującej się w ściółce i wierzchniej warstwie gleby. Grzybnia jest najważniejszą częścią organizmu i pozostaje w stałym współżyciu z korzeniami drzew leśnych. Aby zacząć wytwarzać owocniki, potrzebuje ona silnego impulsu w postaci dużej ilości wilgoci właśnie w wierzchniej warstwie podłoża.Niekorzystne warunki utrzymują się od samego początku sezonu. Nieliczne grzyby letnie z końca lipca i początku sierpnia cieszyły oko, ale w dużej mierze były zaczerwienione. W efekcie mało co trafiało do koszyków. Obecnie sytuacja jest jeszcze gorsza – w lasach regionu świętokrzyskiego grzybów praktycznie nie ma, a pojedyncze okazy są robaczywe. 

Puste koszyki i brak podstawowych gatunków

O panujących w kniejach pustkach leśnik przekonał się osobiście podczas niedawnej przechadzki. – Dzisiaj poszedłem do lasu bardziej na spacer. Wziąłem wprawdzie ze sobą scyzoryk, ale nie zabierałem koszyka, no bo bym wrócił z pustym koszem – opowiada Paweł Kosin. Podczas spaceru udało mu się znaleźć zaledwie jednego borowika, który był już jednak mocno zaawansowany wiekowo i mocno robaczywy.W świętokrzyskich lasach próżno szukać gatunków, które we wrześniu powinny być standardem. Nie ma nie tylko borowików, ale brakuje również kurek, koźlarzy, maślaków czy gołąbków. Tymczasem to właśnie okres od sierpnia do października stanowi w Polsce czas największego wysypu grzybów.Większość z tych gatunków do prawidłowego wzrostu potrzebuje ciepła i deszczu, a także określonego sąsiedztwa drzew. Borowiki spotyka się najczęściej pod sosnami i dębami, maślaki wybierają bory sosnowe, koźlarze rosną przy brzozach, a kurki tworzą kolonie przy sosnach, świerkach i dębach. Obecnie brak wilgoci całkowicie zablokował rozwój tych owocników we wszystkich typach siedlisk.

Czy ostatnie opady dadzą impuls do wzrostu?

Wśród grzybiarzy pojawiła się nadzieja związana z opadami deszczu, które wystąpiły w piątek oraz w nocy z piątku na sobotę. Paweł Kosin tonuje jednak emocje i przypomina, że grzyby potrzebują czasu na reakcję na wilgoć.Czas wzrostu poszczególnych gatunków po deszczu jest bardzo zróżnicowany. Najszybciej, bo już po jednym dniu, po opadach wyrastają maślaki i koźlarze. Na kurki trzeba zaczekać od dwóch do pięciu dni, a na podgrzybki około sześciu dni. Najwięcej czasu potrzebują borowiki, których wzrost trwa tydzień lub nawet dłużej.Jeśli piątkowe opady okażą się dostatecznie obfite, ewentualnych pierwszych grzybów w regionie można spodziewać się najwcześniej pod koniec bieżącego tygodnia. Prognoza ta nie jest jednak pewnikiem. Czasu na poprawę sytuacji pozostaje niewiele, gdyż mamy już połowę września.Dla wielu mieszkańców wyjście na grzyby to kluczowa forma aktywności. 

Zatem trzymamy kciuki przede wszystkim za pogodę, bo ona gwarantuje te opady, które być może wreszcie się pojawią w większej ilości, że jeszcze ten sezon uda się uratować – podsumowuje Paweł Kosin.

Do lasu warto iść nie tylko na grzybobranie

Mimo niepewnych widoków na udane zbiory, leśnik gorąco zachęca do odwiedzania lasów i nieodkładania leśnych przechadzek na później. Pustka w koszyku nie powinna przekreślać walorów rekreacyjnych.Las pozostaje doskonałym miejscem do wyciszenia, odpoczynku oraz regeneracji sił po codziennej pracy. Paweł Kosin podkreśla, że kontakt z naturą ma swoją wartość niezależnie od tego, czy uda się znaleźć jakiekolwiek owocniki.

Pozdrawiam was bardzo serdecznie i mimo wszystko nie odkładajcie spacerów do lasu. Nawet z kozikiem, a bez koszyka warto do tych lasów się przejść po to, żeby się trochę zrelaksować, bo las jest do tego idealną przestrzenią, nawet jeżeli grzybów nie ma – puentuje leśnik z Nadleśnictwa Daleszyce.