Głośne incydenty w polskich szkołach z udziałem niebezpiecznych narzędzi ponownie wywołały dyskusję o ochronie uczniów. Czy przy wejściach do placówek powinny stanąć bramki wykrywające metal? W Starachowicach pomysł ten podzielił dyrektorów i samorządowców. Jedni widzą w nim szansę na zwiększenie bezpieczeństwa, drudzy obawiają się organizacyjnego chaosu.
Dyrektor chce bramek w szkołach. „To mogą być Starachowice”
Dyrektor I Liceum Ogólnokształcącego w Starachowicach uważa, że nie można zakładać, iż niebezpieczne sytuacje zdarzają się wyłącznie w dużych miastach. Jego zdaniem szkoły powinny podejmować działania prewencyjne, zanim wydarzy się coś złego.
Teza, że to nas nie dotyczy, jest błędna. To nie musi być Warszawa czy Kraków, to mogą być Starachowice. Oby tak nie było, ale trzeba myśleć o prewencji. Bramka ma przede wszystkim wartość prewencyjną. Jeżeli ktoś wiedziałby, że nie wejdzie z metalem na teren szkoły, to trzy razy się zastanowi – podkreśla dyrektor I LO Dariusz Lipiec.
Jak wskazuje, zakup stacjonarnej bramki wykrywającej metal to wydatek rzędu 4,5–7 tys. zł. Choć szkoła nie ma na ten cel zabezpieczonych pieniędzy, dyrektor postanowił działać na własną rękę.
– Ja zbieram pieniążki, bo budżet państwa i Minister Edukacji nie da, na bramkę do wykrywania metali. W tej chwili zakupiłem dwa wykrywacze metalu ręczne. Coś próbuję przynajmniej robić. Spróbujcie też zrobić coś w tej kwestii – apeluje dyrektor do radnych i władz Starachowic.
Prezydent Starachowic mówi „nie”. Obawia się paraliżu szkół
Pomysł montowania bramek nie przekonuje jednak władz miasta, które odpowiadają za szkoły podstawowe. Prezydent Starachowic Marek Materek zdecydowanie sprzeciwia się takiemu rozwiązaniu.
Nie planujemy montować takich urządzeń, bo to spowodowałoby paraliż funkcjonowania naszych placówek oświatowych. Nie będziemy tego montować – ucina krótko prezydent Materek.
Argument miasta dotyczy przede wszystkim organizacji pracy szkół. Przez pojedyncze bramki musiałoby przejść nawet kilkuset uczniów przed rozpoczęciem pierwszej lekcji. Zdaniem władz mogłoby to doprowadzić do powstawania długich kolejek przed wejściami i opóźnień w rozpoczęciu zajęć.
Samorząd uważa, że większy nacisk należy położyć na współpracę ze służbami mundurowymi i działania prewencyjne.
Staramy się ściśle współpracować z policją i ze strażą miejską w tym zakresie. Mieliśmy patrole, które były w każdej z naszych placówek oświatowych. W tej chwili nie ma już patroli codziennych, ale jesteśmy w stałym kontakcie ze służbami mundurowymi i reagujemy w miarę potrzeb – tłumaczy włodarz Starachowic.
Czy bramki z wykrywaczami metalu pojawią się w szkołach?
Spór w Starachowicach pokazuje, jak różne mogą być pomysły na poprawę bezpieczeństwa w polskich szkołach. Z jednej strony pojawia się argument, że stosunkowo niewielkim kosztem można wprowadzić dodatkową kontrolę przy wejściu do budynku. Z drugiej – obawa, że takie rozwiązanie utrudni codzienne funkcjonowanie placówek.
Na ten moment starachowicki samorząd nie planuje finansowania bramek w szkołach podstawowych. Ewentualne decyzje dotyczące takich urządzeń w szkołach ponadpodstawowych pozostają w gestii ich dyrektorów.
Czy wykrywacze metalu staną się w przyszłości standardowym elementem wyposażenia polskich szkół? Dyskusja o bezpieczeństwie uczniów pokazuje, że temat będzie powracał, a znalezienie równowagi między ochroną dzieci a normalnym funkcjonowaniem placówek nie będzie łatwe.
Za montażem bramek do wykrywania metalu w budynkach oświatowych opowiada się 52,4 proc. respondentów sondażu IBRiS dla „Rzeczpospolitej”, opublikowanego w piątek, 23 października. Badanie przeprowadzono po serii ataków w mazowieckich placówkach.