Pani Władysława urodziła się w Nowej Słupi, ale z miastem związała się już w dzieciństwie, gdy jej mama podjęła pracę w kuchni restauracji w Starachowicach Dolnych. To tutaj spędziła większość życia, tworząc własną historię i obserwując, jak miasto zmieniało się na przestrzeni dziesięcioleci.
Praca w FSC i dawny klimat miasta
Młodość pani Władysławy przypadła na trudny czas II wojny światowej, który pokrzyżował plany związane z dalszą edukacją. Po wojnie podjęła pracę jako tokarz w Fabryce Samochodów Ciężarowych w Starachowicach, gdzie przepracowała całe zawodowe życie, aż do przejścia na emeryturę w 1991 roku. Podczas jubileuszowej wizyty z dumą prezentowała dyplomy i wyróżnienia zdobyte przez lata pracy.
Spotkanie było także okazją do wspomnień o dawnym wyglądzie miasta. Jubilatka mieszkała m.in. przy ulicy Zakładowej w czasach, gdy nie było tam jeszcze obecnych bloków, a osiedle Wzgórze wyglądało zupełnie inaczej.
Wspomina swój ogródek, smak dojrzewających na drzewie jabłek antonówek, a także domowe zwierzęta: kurki, gąski i kaczki. To obrazy codziennego życia sprzed lat, które do dziś pozostają w pamięci i przywołują wyjątkowy klimat dawnych Starachowic – podkreślił w swoim wpisie prezydent Marek Materek.
Rodzina i przepis na spokojne życie
Szczególne miejsce w życiu stulatki zajmuje rodzina. Pani Władysława doczekała się trojga dzieci, trojga wnuków oraz pięciorga prawnuków. Zapytana o to, co w życiu uważa za najważniejsze, bez wahaniem wskazuje cztery rzeczy: pracę, zdrowie, obecność bliskich i dobrych sąsiadów.
Dziś pani Władysława cieszy się dobrym samopoczuciem i niezmienną pogodą ducha. Jej historia jest pięknym świadectwem minionych czasów i inspiracją dla młodszych pokoleń mieszkańców Starachowic.