Wersalski sen w cieniu Wielkiego Pieca
Starachowice lat 50. i 60. XX wieku były miastem żelaza, huku maszyn i dymu z kominów Wielkiego Pieca. Życie toczyło się tu rytmem zmian w Fabryce Samochodów Ciężarowych „Star”. W tej szarej, industrialnej scenerii narodził się pomysł niemal nierealny: stworzenie ogrodu inspirowanego barokowym przepychem pałacu Ludwika XIV.
Dlaczego właśnie styl francuski? Choć w tamtych czasach dostęp do zachodnich wzorców był ograniczony, Tadeusz Bilicz, człowiek o szerokich horyzontach, widział w geometrii i symetrii ogrodu wersalskiego idealne dopełnienie dla surowej, klasycystycznej architektury ówczesnego Zakładowego Domu Kultury. Inspirację czerpał z nielicznych dostępnych albumów, ale przede wszystkim z własnej, przedwojennej edukacji i słynnych dywanów kwiatowych z Ciechocinka.
Tak o Tadeuszu Biliczu opowiada córka Anna Bilicz Romańska
Z Lwowa do Starachowic. Biografia wizjonera
Tadeusz Bilicz nie był przypadkowym amatorem. Był absolwentem prestiżowej Politechniki Lwowskiej. Jego losy to gotowy scenariusz na film – jako uchodźca wojenny spod Lwowa, musiał uciekać przed kolejnymi falami agresji: rosyjskiej, niemieckiej, a wreszcie przed czystkami etnicznymi. Los rzucił go najpierw do Końskich, aż wreszcie został „przechwycony” przez rozwijające się Zakłady Starachowickie, które pilnie potrzebowały specjalisty od terenów zielonych.
Zatrudniony w FSC jako „Doradca Fachowy”, Bilicz szybko stał się postacią rozpoznawalną. Jego pasja nie kończyła się na projektowaniu; w szklarniach z miłością pielęgnował egzotyczne storczyki, palmy i kaktusy.
Tak powstawały ogrody w Starachowicach. Zobacz archiwalne fotografie
Walka o każdy krzew. Proces tworzenia
Budowa ogrodu w czasach braków zaopatrzeniowych wymagała nie lada sprytu. Bilicz wykorzystywał lokalne materiały – to właśnie z tutejszego piaskowca powstała centralna fontanna, która stała się sercem całego założenia. Zamiast drogich zagranicznych sadzonek, stawiał na gatunki rodzime, które potrafił formować w misterne kształty: graby, bukszpany i cisy.
Projekt opierał się na trzech klasycznych częściach: ozdobnym parterze przy budynku, boskietach z formowanych krzewów oraz części parkowej. Każda alejka była wytyczana z uwzględnieniem iluzji optycznej – zwężały się one ku końcowi, by sprawiać wrażenie nieskończoności, zupełnie jak w ogrodach André Le Nôtre’a pod Paryżem.
W tworzenie ogrodu zaangażowała się cała społeczność. Pracownicy zakładów w ramach „czynów społecznych” pomagali przy ciężkich pracach ziemnych i budowie schodów terenowych. Bilicz potrafił zarazić swoją wizją każdego – od dyrektora fabryki po prostego robotnika. Wymieniał się sadzonkami z sąsiadami, a w zamian za rzadkie odmiany róż oferował fachowe porady dotyczące przycinania drzewek owocowych.
Tak o dziadku opowiada Andrzej Gorzkowski - wnuk Bilicza
Wyzwania, sukcesy i chichot historii
Nie zawsze było łatwo. Kapryśna pogoda nieraz niszczyła delikatne nasadzenia, a brak funduszy zmuszał do improwizacji. Jednak sukces przyszedł szybko. Ogród Bilicza stał się dumą Starachowic, miejscem pierwszych randek, niedzielnych spacerów i oficjalnych wizyt państwowych delegacji.
Największym dramatem była jednak nagła śmierć twórcy w 1970 roku, która przerwała jego wielkie dzieło. Przez kolejne dekady ogrody, pozbawione ręki mistrza, powoli niszczały, zarastając samosiejkami i tracąc swoją geometryczną surowość.
Dziedzictwo, które odżyło
Dziś Starachowice przechodzą metamorfozę, a ogrody Tadeusza Bilicza są jej najważniejszym symbolem. Dzięki wielomilionowym projektom rewitalizacyjnym, udało się przywrócić skwerowi dawny blask. W 2022 roku, w obecności córek, wnuków i prawnuków ogrodnika, skwer oficjalnie otrzymał imię Tadeusza Bilicza.
Współczesny projekt rewaloryzacji, opracowany przez pracownię eM4, pieczołowicie odtworzył układ tarasów i dywanów kwiatowych. Dla turystów to dziś obowiązkowy punkt na mapie obok Muzeum Przyrody i Techniki, gdzie można podziwiać inne starachowickie legendy – ciężarówki STAR.
Pasja silniejsza niż stal
Historia ogrodu wersalskiego w Starachowicach to lekcja o tym, że pasja jednostki potrafi trwale zmienić krajobraz i tożsamość całego miasta. Tadeusz Bilicz, uchodźca, który stracił niemal wszystko, odnalazł w Starachowicach dom i wypełnił go pięknem, którego nikt się tutaj nie spodziewał.
Na zdjęciu: Widok ogólny na tarasowy układ ogrodu, łączący architekturę Parku Kultury z otaczającą naturą.
i
