Średniowieczne korzenie i magnacki sen Ossolińskich
Dzieje tej urokliwej miejscowości sięgają pierwszej połowy XIII wieku. Zgodnie ze przekazami historycznymi, około 1240 roku kasztelan krakowski Klemens założył osadę zwaną Klimontowem, usytuowaną na terenie dzisiejszej wsi Górki. Sam fundator nie nacieszył się długo swoim majątkiem – zginął wkrótce w jednym z krwawych najazdów tatarskich.W XV wieku dobra klimontowskie trafiły w ręce rodu Ossolińskich herbu Topór, wywodzących się od Jaśka z Tęczyna. Prawdziwy przełom w historii osady nastąpił jednak 2 stycznia 1604 roku. Wówczas to sekretarz królewski Jan Zbigniew Ossoliński, na mocy przywileju królewskiego, wydał akt lokacyjny i powołał do życia miasto Klimontów, tworząc je na gruntach sąsiedniej wsi Ramuntowice. W 1611 roku król Zygmunt III Waza nadał nowemu ośrodkowi przywilej na organizację dwóch cotygodniowych targów oraz trzech wielkich jarmarków rocznie – na św. Wojciecha, św. Bartłomieja i św. Katarzynę.Złoty wiek miasteczka przerywały jednak tragiczne zawirowania dziejowe. Podczas potopu szwedzkiego w 1656 roku Klimontów został zrabowany i spalony, a niedługo później najechały go wojska węgierskiego księcia Jerzego II Rakoczego. Po wojennych zniszczeniach wybuchła zaraza, która doprowadziła miasteczko do niemal całkowitego wyludnienia – kataklizm przeżyło wówczas zaledwie 33 mieszkańców! Mimo to Klimontów podniósł się z ruin, stając się w XVIII wieku ważnym lokalnym ośrodkiem produkcji sukna ze własną manufakturą.Prawa miejskie Klimontów utracił w 1869 roku na mocy ukazu carskiego w ramach represji po powstaniu styczniowym. Stan ten trwał przez dokładnie 150 lat – dopiero 1 stycznia 2020 roku miejscowość oficjalnie odzyskała status miasta, powracając do swoich historycznych korzeni.
Włoski Rzym na sandomierskiej ziemi – Kolegiata św. Józefa
Największą perłą architektoniczną Klimontowa, stanowiącą doskonały obiekt do autorskich fotografii, jest Kolegiata pw. św. Józefa. Świątynię ufundował Kanclerz Wielki Koronny Jerzy Ossoliński. Podróżując po Europie w 1633 roku ze słynnym, pełnym przepychu poselstwem do papieża Urbana VIII w Rzymie, magnat zachwycił się architekturą Wiecznego Miasta i postanowił wznieść podobną budowlę w swoich dobrach.Projekt świątyni przygotował wybitny włoski architekt Wawrzyniec Senes (twórca m.in. zamku Krzyżtopór w Ujeździe), wzorując się na rzymskim kościele Santa Anna dei Palafrenieri oraz weneckiej bazylice Santa Maria della Salute. Budowla powstała na unikalnym planie elipsy wpisanej w wielobok i została nakryta eliptyczną kopułą. Wewnątrz nawę otaczają dwukondygnacyjne galerie z balkonami, połączone niezwykle wąskimi przejściami w grubości muru. Wnętrze zdobią mistrzowskie sztukaterie autorstwa Jana Chrzciciela Falconiego, rokokowy chór z rzeźbioną postacią króla Dawida grającego na harfie oraz czarne, marmurowe epitafia rodowe Ossolińskich i Ledóchowskich.Budowa kolegiaty trwała z przerwami ponad sto lat. Jerzy Ossoliński zmarł w 1650 roku i nie doczekał końca prac; pochowano go w podziemiach świątyni. Prace dokończono dopiero w XVIII wieku staraniem ks. Walentego Boxy Radoszewskiego oraz jego bratanka ks. Wojciecha Radoszewskiego, a uroczystej konsekracji dokonano w 1741 roku.
Klimontów na zdjęciach. Miejsce, które trzeba zobaczyć [GALERIA]
Klasztor św. Jacka, renesansowe sgraffito i skromny grób pod progiem
Drugim dominantem krajobrazowym Klimontowa jest zespół klasztorny po podominikańskim kościele pw. św. Jacka. Obiekt ufundował w 1613 roku Jan Zbigniew Ossoliński, sprowadzając zakonników w celu przeciwdziałania wpływom reformacji na Sandomierszczyźnie. Kościół i przylegający do niego czworoboczny klasztor wznieśli w latach 1617–1623 włoscy architekci, bracia Kasper i Sebastian Fodygowie. Budowla łączy tradycję gotycką z późnym renesansem i ozdobiona jest dekoracją sztukatorską typu lubelsko-kaliskiego oraz pozostałościami zewnętrznego sgraffito.
Klimontowski klasztor skrywa kilka fascynujących tajemnic:
- Skromny grób fundatora. Podczas prac konserwatorskich w kruchcie kościoła odkryto grób potężnego magnata Jana Zbigniewa Ossolińskiego. Wbrew powszechnemu obyczajowi kazał on pochować się niezwykle pokornie – nie pod wielkim ołtarzem, lecz bezpośrednio pod progiem wejściowym do świątyni.
- Cenne polichromie. W dawnych celach, korytarzach i czytelni bibliotecznej natrafiono na wysokiej klasy malowidła ścienne z lat 30. XVII wieku.
- Wirtuoz przy organach. W XIX wieku na organach kościoła św. Jacka grywał sam Ferenc Liszt, który gościł w pobliskich Górkach w pałacu rodziny Karskich.
- Cudowny obraz. W jednym z ołtarzy znajduje się wizerunek Matki Bożej z Dzieciątkiem – niewielka ruska ikona przywieziona w XVII wieku z wyprawy moskiewskiej.
Po kasacie zakonu przez władze carskie w ramach represji po powstaniu styczniowym, budynek klasztoru pełnił najróżniejsze funkcje – mieścił się tu lazaret, sąd, areszt gminny, a pomieszczenia na parterze służyły nawet jako stajnie. Co ciekawe, w obszernej sali dawnego refektarza próby teatru amatorskiego prowadził urodzony w Klimontowie poeta futurysta Bruno Jasieński (właśc. Wiktor Zysman). Po II wojnie światowej przez dziesięciolecia mieściło się tu liceum ogólnokształcące.
Ślady wielokulturowości i legendarne postacie
Przy małym placu we wschodniej części dawnej dzielnicy żydowskiej stoi klasycystyczna synagoga wzniesiona w latach 1846–1851. Jej elewację frontową zdobi efektowny, czterokolumnowy portyk joński wieńczony trójkątnym szczytem z oknem typu serliana. Obiekt przypomina o dawnej, wielokulturowej społeczności Klimontowa – przed II wojną światową Żydzi stanowili znaczną część mieszkańców miasta.Z Klimontowem wiąże się też postać niezwykłego społecznika – dr. Jakuba Zysmana (ojca Brunona Jasieńskiego). Ten miejscowy lekarz zasłynął bezinteresowną pomocą najuboższym włościanom oraz organizowaniem lokalnej spółdzielczości. Jego wyjątkowa postawa stała się bezpośrednią inspiracją dla Stefana Żeromskiego do wykreowania postaci doktora Tomasza Judyma w Ludziach bezdomnych.Wśród mieszkańców okolicznych wsi do dziś żyje również barwna legenda o rodzie Ossolińskich. Według podań, pomiędzy zamkami w Ossolinie, Klimontowie i Ujeździe ciągnął się kilkunastokilometrowy podziemny korytarz, po którym fundatorzy jeździli saniami zaprzężonymi w konie, wysypawszy uprzednio podziemia grubą warstwą cukru!
Spacer z aparatem po Klimontowie
Warto zwiedzać Klimontów niespiesznie. Każda ulica, zabytkowa kamienica przy rynku czy cmentarz rzymskokatolicki z 1843 roku kryją w sobie cząstkę bogatej historii Ziemi Sandomierskiej. Przestrzenny układ starego rynku, otoczonego zielonymi wzgórzami, stwarza idealne warunki do tworzenia klimatycznych, autorskich kadrów fotograficznych o każdej porze roku.Klimontów to miasto, które nie przytłacza komercją, lecz zachwyca autentycznością, klasą zabytków i niepowtarzalnym klimatem, w którym wielka historia I Rzeczypospolitej splata się z codziennym życiem sandomierskiej prowincji.